czwartek, 5 czerwca 2014

SAMURAI UGOTOWANY NA MIĘKKO


Przejechanie Ukrainy było proste, stacje benzynowe co 10 kilometrów wyposażone w red bulla, wi-fi i coś do jedzenia, równy asfalt i policjanci pomagający zlokalizować nocleg nawet w miejscach gdzie wydawało się, że nie ma już absolutnie nic. Samurai jechał równo i wdzięcznie, wzbudzając uśmiech na twarzach mijanych ludzi. Dopiero na granicy można było odczuć napięcie, nadmierną kontrolę i niechęć do współpracy. Po rosyjskiej stronie dopadła nas jeszcze poprawność urzędnicza zakończona czterokrotnym przepisywaniem dokumentów, a następnie ogrom kilometrów do pokonania w celu dojechania na start.

Astrakhan (RUS) – Beyneu (KAZ) 840km

Szczęśliwie razem z czterema innymi teamami dotarliśmy do Astrachania przed zmierzchem. Samurai zdążył zmienić kod błyskowy jeszcze przed rozpoczęciem rajdu. Po pięciu godzinach snu przyszło nam pokonać pierwsze 840 km na kompletnie pustynnym stepie. Ponieważ zostałam pouczona o konieczności sprawdzania wszystkich płynów ustrojowych wojownika każdego ranka, zrobiłam to też na stracie, co po 40 kilometrach zaowocowało ugotowaniem samuraia na miękko. Niedospanie, upał i pośpiech dały o sobie znać w najlepszym wydaniu, nie dokręcony korek od chłodnicy plus 50 stopniowy upał pozwoliły nam podziwiać widoki kazachskiego pustkowia z pobocza a nie tylko z samochodu z wiatrem we włosach. Na mało przyjaznych terenach ludzie mają niesamowitą umiejętność niesienia bezinteresownej pomocy. Po godzinie byłyśmy znowu drodze, dla odmiany z kolejnym kodem błyskowym uroczo puszczającym do kierowcy oczko. Przemilczę fakt pomylenia drogi 100 km przed metą i w rezultacie dojechanie nad ranem, pominę zatrucie pokarmowe i piasek w zębach... następny dzień mógł być tylko lepszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz