Beyneu (KAZ) – Muynaq Camp
(UZ) 437km
Tak więc niestrudzenie po trzech godzinach snu byliśmy znowu
w drodze. Co bardziej rozsądne teamy wyruszyły wczesnym rankiem, co jak się
okazjo niewiele zmieniło, ponieważ na granicy uzbeckiej dowiedziemy się dość
dosadnie kto ma władzę. Bardzo mili celnicy stawali na rzęsach by ułatwić nam
przebrnięcie przez urzędniczy chaos, dzięki czemu dla świętego spokoju zostałam
mężatką z dwójką dzieci.
Po przekroczeniu granicy i kolejnym domorosłym opanowaniu
awarii związanej z płynem do chłodnicy (tym razem już nie z mojej winy - na
wertepach zgubiłyśmy pojemnik na ów płyn) razem z chłopakami z Belgii ruszyłyśmy na odcinek specjalny.
Gnanie po dnie morza aralskiego o zachodzie słońca wynagradza wszystkie
niedogodności życia w drodze. OS został zwieńczony zimnym belgijskim piwem z
widokiem na nieprawdopodobnie gwieździsty nieboskłon, północ na dnie morza robi
wrażenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz